| Profil | Faq | Grupy | Szukaj | Pim | Zarejestruj | Użytkownicy | Loguj/Wyloguj |


Forum FORUM PIEKARZY, PIEKARNICTWA I BRANŻ PIEKARNICZYCH Strona Główna -> Jakość

Tajemnica wypieku pysznego chleba - cuda i cudeńka

  Autor    Post Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
admin
Site Admin


Dołączył: 29 Mar 2004
Posty: 814
Tajemnica wypieku pysznego chleba - cuda i cudeńka

Tajemnica wypieku pysznego chleba – cuda i cudeńka pracy biznesowej.

Od kilku lat moje podej­ście do biznesu jest humanistyczne. Oznacza to, że każdy proces rozpoczynam od zrozu­mienia drugiego człowieka i kończę na przedstawieniu mu unikatowej propozycji wartości.

Na każdym etapie postępowania projektowego koncentruję się na poznaniu poziomu istotności człowie­ka, osadzonego w różnych rolach w rzeczywistości rynkowej. Analizuję zatem dane zagadnie z perspek­tywy: użytkownika, konsumenta, pracownika, dostawcy i lidera. Poniżej opisałam swoje doświad­czenia na przykładzie wizyty w piekarni „Bogienka”.

W czasie procesu jednym z kluczowych zadań jest umiejętne „wyłuskanie” zgro­madzonych w kapitale ludzkim danej firmy pokładów wiedzy, po to, by na koniec dnia dostarczyć optymalne rozwiązanie. Najsku­teczniejszą metodą wypracowywania odpo­wiedniego antidotum jest warsztat – pod warunkiem, że jest to przemyślana w naj­drobniejszym szczególe formuła spotkania.

Dobry warsztat – kluczem do sukcesu
Praca warsztatowa to wielopłaszczyzno­wy transfer wiedzy do organizacji, czyli pobudzanie kreatywności, prowokowanie do myślenia poza schematami, inspirowa­nie i prototypowanie. Istotą warsztatu jest prowadzenie otwartego dialogu z przedsta­wicielami firmy w celu zdobycia szczerych wskazówek i spostrzeżeń. Dlatego decydu­jąca jest tu rola interim menadżera, który z delikatnością wirtuoza poprowadzi zespół przez cały proces zmian, tak by wszyscy – bez wyjątku – czuli się komfortowo i bez­piecznie. Idealna sytuacja ma miejsce, gdy przed warsztatem zaskarbimy sobie zaufa­nie wśród jego uczestników. Jak jednak zdobyć w tak – stosunkowo krótkim – cza­sie zaufanie drugiego człowieka, na które czasem pracujemy latami?

Mała firma, wielcy ludzie
Gdy pięć lat temu gościłam pierwszy raz w domu Państwa Kordus, właścicieli pie­karni „Bogienka”, nie przypuszczałam nawet, że to pierwsze spotkanie będzie początkiem tak wyjątkowej podróży biz­nesowej. Wiele osób w czasie moich opo­wieści o tej piekarni zarzuca mi ckliwość i nadmiar emocji, które mi towarzyszą, gdy odsłaniam kolejne karty naszych dokonań. Trudno jednak powstrzymać się od senty­mentalnej nuty, gdy na ścieżce kariery za­wodowej spotyka się małą firmę, w której pracują wielcy ludzie.

Dlatego gdy razem z właścicielami pod­jęliśmy decyzję o wdrożeniu kolejnych elementów zapisanych w strategii bizne­sowej firmy, które, zgodnie filozofią my­ślenia opartą na design thinking, miały zostać wypracowane w formule warszta­towej przez samych pracowników, uzna­łam, że jedynym sposobem na zjednanie sobie sympatii i zaufania personelu będzie praca w piekarni.

Tak jak postanowiłam, uczyniłam. Po kil­ku dniach, wczesnym rankiem, gdy wielu z Was przewraca się na drugi bok, ja pod­jechałam pod drzwi piekarni w Kostrzynie Wielkopolskim. Już od progu witał mnie ciepły zapach chleba. Ten aromatyczny bo­dziec to zapowiedź wielu tajemnic, które zamierzałam odkryć na zapleczu piekarni „Bogienka”. Pojawiłam się tam w roli ak­tywnego uczestnika procesu produkcji, pra­gnąc na własnej skórze poczuć rzemieślni­czy trud i przekonać się, jak krok po kroku powstaje codzienny „towarzysz posiłków”.

Od razu wpadłam w ciepły i pachnący wir pracy. Przechodząc między regałami z go­rącymi wypiekami, trafiłam na zaplecze. Szybko przebrałam się w biały fartuch i klapki. Tak odziana, ruszyłam do serca piekarni. Tutaj praca szła pełną parą. Po­czątkowo lekko zagubiona, powoli przemy­kałam między pracującymi jak mróweczki piekarzami. Starając się nie zakłócić za­planowanego porządku produkcyjnego, podglądałam nieśmiało pracę na poszcze­gólnych stanowiskach. Poznałam zadania piekarzy odpowiedzialnych za wyznaczone etapy wypieku.

Po krótkim rozpozna­niu zostałam przydzie­lona do nakładania lukru na drożdżów­ki. Z pozoru łatwe zadanie wykonałam raczej nieporadnie. Delikatne upomnie­nie uświadomiło mi, że zapomniałam po­kryć glancem pulchne brzegi. Z niekłamaną radością przystąpi­łam do kolejnej misji „przyduszania” bu­łek. Z każdą chwilą nabierałam większej wprawy, aż zosta­łam dopuszczona do czterokrotnego na­cinania wyrośniętych bochenków chleba baltonowskiego. To od tych właśnie czyn­ności na drugi dzień bolały mnie dosłow­nie wszystkie mięśnie prawej części ciała. Inne polecenia wykonywałam również bez wdzięku, ale nie zniechęciło mnie to do dal­szych prób. Było to o tyle łatwe, że otacza­ły mnie ogólna życzliwość i zrozumienie.
Gdy zmęczona po kilku godzinach pracy, z kawą w dłoni, z niegasnącym zachwytem, podziwiałam precyzyjną i miarową pracę ludzkich dłoni, sukcesywnie wyłoniła mi się z tego pozornego chaosu czynności pewna prawidłowość działań.

Smaczna metamorfoza
Początek metamorfozy zaczynu kwasowe­go w smaczny bochen chleba inauguruje sumienne przygotowanie ciasta. Przezna­czone do tego celu stanowisko to miejsce, w którym składniki dobrane ze szczególną troską, według ścisłej receptury, pocho­dzące od polskich producentów rolnych, łączy się w jednolitą pulchną masę.

Tak przygotowane ciasto porcjowane jest na mniejsze kęsy o określonej wadze. Te­raz rozpoczyna się najbardziej magiczny moment procesu. To ręczne wyrabianie i nadawanie pulchności pojedynczym bo­chenkom; każdy z nich otrzymuje wówczas swoją indywidualną duszę. W celu podkre­ślania unikalnego charakteru określone­go gatunku i rodzaju pieczywa nadawane są struktura i kształt pojedynczego bo­chenka. Poukładane w równych rzędach porcje wędrują do leżakowania.
Przed samym pobytem w piecu bochen­ki przechodzą ostatni szlif – kontrolne muśnięcie dłonią piekarza, sygnalizujące rozpoczęcie wypieku. Po upływie określonej liczby minut gorące bo­chenki chleba prosto z pieca przenoszone są do magazynu, gdzie zostaną przygotowane do dystrybucji.

Słodkie cuda
W piekarni „Bogienka” swój odmienny rytm ma stanowisko cukier­nika, który bezszelest­nie i skromnie zaznacza swoją obecność pach­nącymi masłem, wani­lią i bakaliami. Tutaj dzieją się kolorowe, małe i słodkie cuda, które – jak wisienka na torcie – rozpychają się i pragną zazna­czyć swoją obecność wśród dumnych bo­chenków chleba.
Opuszczałam piekarnię z uśmiechem na twarzy. Czułam się wyjątkowo. Tamte­go ranka ktoś jadł chleb, który osobiście przygotowałam.

Warto czasem wyjść zza biurka
Ten bagaż wrażeń i wiedzy zdobytej w cza­sie mojej praktyki w piekarni to bezcenny materiał wyjściowy do obróbki analitycz­nej. To również wskazówka dla liderów projektów, że warto, a nawet trzeba, opu­ścić czasem ciepłe pomieszczenia biurowe, by przekonać się, czym różni się od zakła­danego z perspektywy chłodnej kalkulacji komputerowej realny świat pracy u pod­staw. W tym miejscu może obruszyć się wielu menadżerów, że przecież potrafią zdefiniować pojawiające się na poszcze­gólnych odcinkach procesów tzw. wąskie gardła, ale ja już niejednokrotnie przeko­nałam się, że co innego wiedzieć, a co in­nego – poczuć to osobiście.

Metoda „wyjścia zza biurka”, czyli łączenie się z ludźmi we wspólnym trudzie, buduje wyjątkowe więzi i poprawia morale zespo­łu. Nie tylko wzmacnia się nasza pozycja jako niekwestionowanego lidera, ale zy­skujemy – jako „bonus” – szacunek i uzna­nie. To, w pełnym tego słowa znaczeniu, szansa na zdobycie sojuszników, uwiary­godnienie swojej pozycji jako eksperta i start z pozycji równoprawnego partnera.

Znaczącym atutem przemawiającym na korzyść tego stylu działania jest zmiana sposobu porozumienia pomiędzy różnymi grupami interesariuszy. Zadaniowa forma komunikacji, czyli wymiany poleceń i ra­portów wykonalności, zostaje zastąpiona dialogiem. Słuchamy racji stron, staramy się nawzajem zrozumieć i razem znaleźć środek zaradczy. Mechaniczne wykony­wanie zadań, odliczanie minut do końca zmiany i dbanie tylko o wąski odcinek pracy w oderwaniu od organicznego łań­cucha zależności zostają zastąpione za­angażowaniem pracowników, skłonnością do wychodzenia z inicjatywą, a w efekcie – z radością, która wypływa z poczucia dobrze wykonanej pracy.

Metoda „wyjścia zza biurka” przynosi pozytywny rezultat w sytuacji, gdy me­nadżer odpowiedzialny za zarządzanie zmianą musi skonfrontować się z oporem, który zawsze towarzyszy wprowadzaniu nowości w jakimkolwiek obszarze funkcjo­nowania firmy. Zamiast walczyć z obawa­mi pracowników, przystępuje on z marszu do wytężonego wdrażania.

Małe porażki, wielkie zwycięstwa
Praca interim menadżera to przeplata­nie się małych porażek i większych zwy­cięstw. To trudne wyzwanie dla osoby myślącej w kategoriach humanistycznego podejścia biznesowego w świecie, w któ­rym rządzą twarde reguły biznesowe. Z niesłabnącą determinacją demonstruję swoje stanowisko i po latach doświadczeń jestem gotowa podzielić się z Państwem zgromadzonym materiałem dowodowym. W kolejnych felietonach będę sukcesyw­nie odkrywać tajniki zagadnień dotyczą­cych zarządzania przez wartości, licząc na to, że moje doświadczenia i wiara w ich skuteczność przekonają Państwa do inicjowania zmian w firmie przy wyko­rzystaniu myślenia w kategoriach design thinking.

dr inż. Alina Śmiłowska, interim menadżer



Zarządzanie poprzez wartości
„…Lubię pracować z ludźmi o nieprzeciętnej inteligencji, opętanych pasją tworzenia i niebanalnym poczuciu humoru.”
– Jestem ambasadorem idei zarządzania przez wartości i pracuję zgodnie z metodą design thinking. Głównym założeniem mojej aktywności biznesowej jest tworzenie podstaw do budowania unikalnych relacji z człowiekiem: klientem – konsumentem – użytkownikiem. Pomagam odkryć firmom, co może stać się ich wyróżnikiem na rynku przez doskonalenie procesów biznesowych. Przekonuję, że tylko konsekwentna praca nad wspólnie wypracowanym kierunkiem rozwoju przynosi wymierne korzyści i pozwala na budowanie przewagi konkurencyjnej.

dr inż. Alina Śmiłowska, interim menadżer

Kontakt: e-mail: alina@grupa-projektowa.com, tel. 509 099 513

Źródło: http://mistrzbranzy.pl/artykuly/pokaz/id/2775

  Odpowiedz z cytatem  
Post Czw Wrz 10, 2015 2:14 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
agatka12



Dołączył: 09 Mar 2018
Posty: 2

Witam ja ostatnio zakupiłam maszynę do wyrobu chleba i zaczęłam eksperymenty według załączonej książeczki. Musze powiedzieć, ze chlebek wychodzi bardzo fajny. Tutaj podaję przepis jakby ktoś chciał samemu upiec

Składniki na zaczyn:

500 g mąki pszennej typ 550
1/8 łyżeczki suszonych drożdży (instant)
500 g letniej wody

Wieczorem dnia poprzedzającego wypiek – składniki na zaczyn wymieszać dokładnie i pozostawić przykryte w temperaturze pokojowej na ok. 12 godzin. Można zaczyn pozostawić w misce, pamiętając jednak że zaczyn znacznie zwiększy swoją objętość. Miskę owinąć folią lub włożyć do zwykłej reklamówki.
Składniki na ciasto właściwe:

Cały zaczyn
280 g letniej wody
400 g mąki pszennej typ 550
100 g maki pszennej razowej typ 1850 lub 2000
1½ łyżki soli
¾ łyżeczki suszonych drożdży (instant)
1 łyżka zarodków pszennych
20 g otrębów pszennych
300 g wędzonego boczku, w plastrach

Jakoś na pewno jest dobra bo nie ma EE

  Odpowiedz z cytatem  
Post Pią Mar 09, 2018 11:02 am 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
  Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu

Wybierz Forum:
 
Strona 1 z 1

Poprzedni temat | Następny temat >

W tym forum możesz:
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

 

Powered by phpBB: © 2001 phpBB Group
LastCrusade Template by Vereor.

Polityka prywatności