Powszedni nam zdrożeje

Media, prasa, wydarzenia, newsy
admin
Site Admin
Posty: 846
Rejestracja: pn mar 29, 2004 2:05 pm
Kontakt:

Powszedni nam zdrożeje

Post autor: admin » pt sie 25, 2006 5:29 pm

Wszystko wskazuje na to, że zdrożeje już w najbliższych dniach
Na początek pieczywo
To, że będzie drożej wydaje się więcej niż pewne. Nie wiadomo tylko o ile i od kiedy. – Naprawdę nie wiem, od którego konkretnie dnia. Czy od początku roku szkolnego, czy od 1 września, czy może już od 31 sierpnia. Każda data jest tu zła… Żadnych tzw. wspólnych ustaleń rzecz jasna nie będzie. Decyzja należy do danego piekarza czy cukiernika – Kazimierz Czekaj, piekarz i szef Jurajskiej Izby Gospodarczej nie dementuje informacji o nieuchronności podwyżek.
– Nie da się zrobić chleba z piasku czy gipsu. Tymczasem w ciągu niespełna miesiąca cena mąki poszła w górę o ponad 40 proc. Złotówka za kilogram mąki! Czegoś takiego nie było nigdy od słynnego przednówka za czasów wicepremiera Jagielińskiego – nie kryje emocji Kazimierz Czekaj.
Zdzisław Trela, także piekarz i wiceszef Związku Rzemiosła Polskiego mówi wręcz o katastrofie grożącej branży, którą dobija na dodatek bardziej czy mniej szara strefa piekarnicza, nie mówiąc już o supermarketach.
Zboże w górę
Młynarze z kolei tłumaczą podwyżki coraz wyższami cenami oferowanego im zboża. – O tej porze była zwykle duża podaż taniego ziarna. W tamtym roku skupowaliśmy pszenicę po ok. 350 zł za tonę, teraz chcą 500 i więcej – Lucyna Jędrzejczyk, prezes zarządu Polskich Zakładów Zbożowych w Krakowie, w ciągu 27 lat pracy w branży nie pamięta podobnej sytuacji po żniwach. PZZ od 3 tygodni podnoszą ceny mąki. – Nie nie możemy przecież generować strat – wyjaśnia Lucyna Jędrzejczyk, która za niezbędne uznaje wystąpienie rządu do Komisji Europejskiej o zgodę na uruchomienie interwencyjnej sprzedaży zboża z magazynów ARR.
Nie ma ekonomicznego
uzasadnienia
– W tej chwili mogą to być tylko spekulacje. Nie wiadomo na przykład ile rzeczywiście zebrano zbóż, nie ma jeszcze oszacowanych suszowych strat. Pierwsze szacunki GUS wskazują na ok. 7 proc. Ale nawet gdyby okazały się one wyższe, od surowca do produktu droga jeszcze bardzo daleka – dr Krystyna Świetlik z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej uważa, iż za mało jest jeszcze danych wyjściowych dla prognozowania podwyżek.
Analityczka IERiGŻ nie widzi w każdym razie ekonomicznych podstaw do większego wzrostu cen żywności w najbliższym czasie. – Mamy właśnie „świńską górkę”, nadprodukcję drobiu. Ewentualne podwyżki nastąpić mogą dopiero w przyszłym roku. Gdy idzie o owoce, GUS podaje o większych niż w ubiegłym roku zbiorach. Gorzej jest z okopowymi i warzywami, chociaż obecny zbiór tych ostatnich powinien być jednak niezły – ocenia.
W ogóle zdaniem Krystyny Świetlik nie ma racjonalnego uzasadnienia dla jakichś drastycznych podwyżek. – Działają tu inne pozaekonomiczne czynniki. Kiedy konsumenci wciąż słyszą, że żywność podrożeje, to rzeczywiście podrożeje. I konsumenci będą skłonni zaakceptować te podwyżki – zauważa.
Również według prof. Czesława Nowaka z krakowskiej AR nie widać powodów do „zafundowania” istotnych podwyżek na rynku żywnościowym. – W chowie trzody czy drobiu bardzo znaczącą część stanowią importowane pasze, przede wszystkim soja. Gorzej z bydłem opasowym i krowami, siana czy kiszonki już się nie przewiezie a suszowe straty w użytkach zielonych były znaczne – ocenia.
– Czynnikiem ograniczającym tendencje wzrostu cen powinien być popyt. Polski konsument jest niezamożny, przy czym na żywność wydaje aż 28 proc. dochodów, podczas gdy w „starej” Unii jest to tylko 14 proc. a w USA zaledwie 10 proc. – zauważa prof. Nowak. (tur)

Pesymistyczny scenariusz
Istnieją, jak wiadomo, tak zwane samosprawdzające się prognozy. W miarę przedłużającej się suszy coraz częściej słyszało się o nieuchronności związanych z nią podwyżek cen żywności.
I nadchodzą; pesymistyczny scenariusz zdaje się niestety spełniać. Wyższe ceny pieczywa w najbliższych dniach są sprawą w zasadzie przesądzoną. Nawiasem mówiąc, gdyby ceny pieczywa, drożdżówek i ciastek miały rzeczywiście skoczyć w górę równo z pierwszym dzwonkiem w szkole, byłby to istny „samobój” piekarzy, na których jako pierwszych i tak spadnie odium podwyżek.
Samosprawdzające się prognozy wykorzystują zresztą i ci, którzy jako żywo nie mają powodów do windowania cen. Na przykład dostawcy drożdży dla piekarzy śpiewają sobie za nie o 40 proc. drożej, chociaż do kampanii cukrowniczej (drożdże wytwarza się z melasy) pozostało jeszcze kilka miesięcy.
Po wejściu do Unii rodzimi konsumenci są oczywiście w lepszej niż kiedyś sytuacji. Wspólnotowy rynek to system wyrównujących ceny naczyń połączonych. Swoją drogą, wicepremier Lepper grożący obecnie naszym rolnikom palcem, a ściślej – importem tańszego ziarna od południowych sąsiadów, jeszcze nie tak dawno dziarsko wysypywał je na tory.
No, ale wiadomo od czego zależy punkt widzenia…•

Kazimierz Turkiewicz
źródło: Gazeta Krakowska

ODPOWIEDZ