Bella i jej angielska piekarnia-cukiernia w Gliwicach

konsumenci, oczekiwania, sugestie, uwagi, opinie, ankiety
admin
Site Admin
Posty: 852
Rejestracja: pn mar 29, 2004 2:05 pm
Kontakt:

Bella i jej angielska piekarnia-cukiernia w Gliwicach

Post autor: admin » czw lip 02, 2015 12:24 pm

Jeśli w którejś z gliwickich restauracji lub kawiarni będziesz jeść ekstremalnie czekoladowe, wilgotne i puszyste ciasto, możesz mieć pewność, że stoi za nim Szkotka o imieniu Bella.

Nigdy nie zdradzi sekretu na swoje idealne brownie. Z chęcią jednak odpowiada na pyta­nie, co jest najważniejszym składnikiem ciasta, dlaczego dla słodkości zrezygnowała z kariery w Cambridge i jakie­go składnika cukierniczego szukała na Politechnice.

Aurora: Co robi Brytyjka w Polsce – i to do tego w Gli­wicach?
Bella: Nigdy nie miałam takiego planu na życie, by mieszkać w Polsce. Gdy studiowałam w Cambridge, poznałam jednak bar­dzo fajnego chłopaka, który od pięciu lat jest moim mężem. Gdy jeszcze byliśmy razem w Cambridge, po dziesięciu latach pobytu w Anglii stwierdził, że chce wracać do Polski. Konkretnie do Gliwic, skąd pochodzi. Byłam wtedy tak bardzo zakochana, że byłam gotowa pójść wszędzie za nim. Byłam wtedy bardzo romantyczna… Po roku przeprowadziłam się więc tu, do Gliwic. To było sześć lat temu.

Aurora: Rozumiem, że na Cambridge nie studiowałaś ni­czego, co miałoby związek z ciastkami...
Bella: Absolutnie nie! (śmiech). Studiowałam historię sztuki.

Aurora: To skąd te ciastka?
Bella: Piekłam od dawna – odkąd skoń­czyłam cztery lata. Nie pamiętam takiego czasu, żebym czegoś nie piekła. Kiedy tu przyjechałam, pierwsze zajęcie, ja­kiego się podjęłam, to nauczanie języka angielskiego, ale od początku czułam, że to nie mój sposób na życie. Gdzieś w tle zawsze przewijało się to pieczenie.
Kocham piec i przy okazji zawsze pie­kłam dla różnych ludzi. I to właśnie oni motywowali mnie do tego, bym zajęła się tym profesjonalnie. Było coraz wię­cej i więcej takich głosów. Pewnej zimy spotkałam się z właścicielem gliwickiej kawiarni Kafo, który organizował mały event i poprosił, bym przygotowała z tej okazji jakieś ciasto. Było to tuż przed otwarciem Kafo, w momencie, w któ­rym on akurat poszukiwał kogoś, kto będzie dla niego piekł. Zgodziłam się bez wahania. Chwilę potem otwierana była Czekoladziarnia i jej właściciele również poprosili mnie o to samo. To był właściwy początek mojej profesjonalnej przygody z pieczeniem.

Aurora: Kiedy powstało Good Cake?
Bella: Trzy lata temu w czerwcu. Mam swój zakład, z którego połowa to miejsce na warsztaty. Co ciekawe, chętnych nie brakuje.

Aurora: Sama bym się na takie warsz­taty zapisała! Czego się można u Cie­bie nauczyć?
Bella: To, czego sama się nauczyłam, czyli ciasta anglosaskie. Wszyscy zachwycali się nimi na początku, bo były to dość nieznane tu smaki. Teraz, za sprawą różnych blogów, stają się one popularniejsze.

Aurora: Co lub kto jeszcze Cię inspi­ruje? Pewnie jest to brytyjska bogini Nigella Lawson?
Bella: Lubię Nigellę, wypróbowałam kilka jej przepisów. W ogóle lubię jej styl pi­sania, bycia, ale jest też inna, ważniejsza historia. Kiedy byłam dzieckiem, moja ko­leżanka dała mi w prezencie małą książkę kucharską. I to było moje pierwsze spotka­nie z przepisem na brownie. Do dziś jest ono moim popisowym ciastem i numerem jeden w zamówieniach. Gdy robiłam to cia­sto po raz pierwszy, obiecałam sobie opra­cować je na własny sposób. Dojść do mi­strzowskiej wprawy. Miałam wtedy 8 lat.

Aurora: Miałaś konkretnego na­uczyciela?
Bella: Moją mamę! Była łaskawą nauczy­cielką, bo pozwalała mi zrobić absolutnie wszystko w kuchni! Nigdy nie używała słów: „tego ci nie wolno!”, „nie dotykaj”, „ostrożnie”. Zostawiała mnie samą w kuch­ni, a ja mogłam eksperymentować.

Aurora: Smakują Ci polskie wypieki?
Bella: Macie bardzo dobre ciasta – ser­nik, szarlotkę.

Aurora: Co z tymi śląskimi? Znasz kołacz?
Bella: Cóż, muszę przyznać, że nigdy go nie próbowałam! Wszystko przez to, że moja teściowa uwielbia karpatkę. Robi też świetne drożdżówki.

Aurora: Też je pieczesz?
Bella: Czasami. W mojej kulturze ciasto drożdżowe jest mało znane. Mamy jednak hot-cross bun, które podaje się tradycyj­nie na Wielkanoc. Piekę też bułeczki cy­namonowe i ciasto skandynawskie. Robię to jednak tylko sama dla siebie, bo w mojej pracowni skupiamy się na innych wypie­kach, w których się specjalizuję. Jesteśmy małą firmą, gdzie wszystko powstaje ręcz­nie, i nie opłacałoby nam się robić ciasta drożdżowego.

Aurora: A jakie robicie?
Bella: Cookies, flapjacks, brownie, blon­die… Wszelkiego rodzaju tarty, w tym moją ulubioną – dyniową. Cup cakes, również te o smaku coca-coli. Uwielbiam absolut­nie wszystkie owoce w cieście, zwłaszcza maliny, borówki, jabłka, gruszki… Uważam, że nie ma nic lepszego niż takie ciastko, filiżanka herbaty i godzina czasu dla siebie. Niestety teraz jest to niemożliwe.

Aurora: Co jest, Twoim zdaniem, naj­ważniejszym składnikiem ciasta?
Bella: Powietrze!

Aurora: Powietrze?
Bella: Inaczej, nawet gdybyśmy dodali naj­lepszych składników, z ciasta powstanie zakalec. Będzie twarde i zbite, a to chy­ba najgorsze w przypadku ciasta. Ludzie często wyrabiają ciasto mikserem, za po­mocą robota kuchennego, gdzie jest nóż. W przypadku małych babeczek jest to do­puszczalne, ale jeśli robimy duże, okrągłe ciasto, naprawdę powinno być to miksowa­ne ręcznie lub trzepaczką. Dopiero wtedy dostarczymy ciastu powietrza.

Aurora: Co jeszcze jest ważne?
Bella: Kolejnym bardzo ważnym elemen­tem jest masło. Nie margaryna. Dobre naturalne barwniki, które nie zmieniają odcienia po upieczeniu. Czekolada w tra­dycji anglosaskiej też jest ogromnie waż­na. Ja używam zazwyczaj Lindt 70%. I do­bry ekstrakt waniliowy! W Polsce trudno o taki ekstrakt, ale w Internecie znajdziemy go dość łatwo. Musi on być drogi i ciem­nobrązowy. To dobra inwestycja, jeśli ktoś piecze profesjonalnie.

Aurora: Czy jest jeszcze coś, czego brakuje Ci do pieczenia w Polsce?
Bella: Cream of tartar. To coś podobne­go do proszku do pieczenia. Jest doda­wany do ciasta, ale działa nieco inaczej… Ciasto rośnie, ale konsystencja jest inna. Używamy tego do scones oraz do bez. Na­daje im puszystość. Niestety, jest wręcz nie do kupienia w Polsce! Można to przy­równać do maku, który w Polsce kupisz na każdym kroku, natomiast w Wielkiej Brytanii to rzadkość. Nie mamy makowca w tradycji cukierniczej.
Odkrywałam czasem, że firmy sprzedają to na zajęcia na Politechnice, ale gdy dzwo­niłam, nie chcieli mi sprzedać, argumentując, że to nie produkt spożywczy. Mogłabym mieć potem kłopoty. Póki co, moja mama zaopatru­je mnie w ten niezbędny piekarniczy składnik.

Aurora: A co z cukrem? Z czasów, gdy miesz­kałam w Londynie, pamiętam potwornie słodkie ciastka.
Bella: To bardzo cieka­we pytanie, bo tu wy­chodzi główna różnica między naszymi a wa­szymi wypiekami. U nas, w Wielkiej Brytanii, ciasta są rzeczywiście bardzo słodkie. Kochamy cup ca­kes, które charakteryzują się słodkim i tłustym kremem. To właśnie o nich myślałam na początku mojej cu­kierniczej kariery. Sądziłam, że to dzięki nim odniosę sukces, ale wy, Polacy, ma­cie zupełnie inny gust. Nie przepadacie za zbyt słodkimi ciastkami. I to było dla mnie wyzwaniem. Zaczęłam zmieniać i przystosowywać klasyczne brytyjskie przepisy. Było to trudne.

Aurora: Zmiana wszystkich proporcji?
Bella: Raczej schowanie swojego ego. Przecież, jak sądziłam, to ja mam rację! Kiedy jednak po zmodyfikowaniu ciasta za­częły lepiej się sprzedawać, pogodziłam się z tymi zmianami. Zaczęliśmy też robić ciasta wytrawne, czyli quiche, tarty, muf­finki. Granolę.

Aurora: To całkiem sporo. Domyślam się, że w Good Cake zatrudniasz ze­spół osób do pomocy.
Bella: Dokładnie, mój zespół liczy sześć osób. Pracują nawet teraz, gdy ja jestem na urlopie macierzyńskim, choć przez to, że jestem właścicielką firmy i główną od­powiedzialną, nawet w czasie urlopu tam zaglądam. Mam idealny zespół ludzi, któ­rzy trafili do mnie w bardzo różny, czasem przypadkowy, sposób. Każdy specjalizuje się w czymś innym. Głównie są to kobie­ty, ale mamy też jednego pana, który jest absolutnym mistrzem formy – robi idealne spody do tart, tortów…

Aurora: Plany na przeszłość?
Bella: Praca w firmie nigdy się nie kończy, wciąż wymyślam nowe pomysły na projek­ty, np. napisanie książki. Oczywiście chcia­łabym też pewnego dnia otworzyć własną kawiarnio-cukiernię.

Aurora: W takim razie czekam na ten dzień z niecierpliwością!

Źródło: http://mistrzbranzy.pl/artykuly/pokaz/id/2668

ODPOWIEDZ